Produkt bezglutenowy zawiera gluten. Nie dużo — mniej niż 20 miligramów na kilogram. Ale zawiera, i tak mówi prawo. Jeśli przez lata czytałeś „bezglutenowy” jako „zerowy”, to nie Twoja wina: cała branża, moja firma włącznie, pozwalała Ci tak myśleć, bo tak jest łatwiej sprzedawać.
Piszę to jako osoba z celiakią, która sprowadza do Polski gotowe dania bez glutenu. Kilka tygodni temu miałem wprowadzić do sklepu nową linię. Na etykiecie, obok siebie, przeczytałem dwa zdania: senza glutine — bezglutenowy — oraz może zawierać śladowe ilości glutenu.
Wstrzymałem premierę. Nie dlatego, że produkt jest zły, ale dlatego, że nie umiałem tego wytłumaczyć własnym klientom. Usiadłem do badań i regulacji. Ten tekst to wszystko, czego się dowiedziałem — łącznie z rzeczami, które wolałbym, żeby były wygodniejsze.
W skrócie, jeśli masz tylko minutę:
- „Bezglutenowy” to próg 20 mg/kg, a nie brak glutenu. Tak mówi prawo unijne.
- Porcja 270 g produktu leżącego dokładnie na tym progu to 5,4 mg glutenu.
- W badaniu Catassi 2007 dawka 50 mg dziennie uszkadzała błonę śluzową u wszystkich, a 10 mg — u 7 z 13 osób.
- „Może zawierać śladowe ilości glutenu” to informacja o fabryce, nie o produkcie. Nie unieważnia certyfikatu.
- Pytaj producentów o konkretną wartość w mg/kg. „Poniżej limitu” to nie odpowiedź.
Skąd wziął się mit zerowego glutenu
Zacznijmy od tego, co dokładnie mówi prawo. Rozporządzenie wykonawcze UE nr 828/2014 pozwala napisać na produkcie „bezglutenowy” wtedy, gdy zawartość glutenu w wyrobie sprzedawanym konsumentowi nie przekracza 20 mg/kg. To jest cała definicja. Nie ma w niej słowa „brak”, „zero” ani „wolny od”.

Dlaczego więc wszyscy tłumaczą to jako zero? Bo zero jest prostsze. Zero da się umieścić w reklamie. Zero nie wymaga tłumaczenia klientowi, czym jest miligram na kilogram i dlaczego akurat dwadzieścia.
Znasz to zresztą z innej półki w tym samym sklepie. Piwo bezalkoholowe zawiera alkohol — do 0,5% objętościowo. Nikt nie uważa tego za oszustwo, bo wszyscy rozumieją, że „bezalkoholowe” to kategoria z progiem, nie deklaracja pustki. Z glutenem jest identycznie, tylko nikt tego nikomu nie powiedział.
To ma bardzo praktyczną konsekwencję. Kiedy producent pisze „bezglutenowy”, nie mówi Ci, że glutenu nie ma. Mówi, że go zbadał i wynik zmieścił się w normie. Wynik może wynosić 2 mg/kg. Może wynosić 19. Etykieta wygląda w obu przypadkach tak samo.
I to jest pierwsza rzecz, o którą powinieneś się zacząć dopytywać.
Badanie, które ustawiło ten próg — i liczba, której nikt nie cytuje
Skąd wzięło się 20, a nie 5 albo 50? Z badań nad tym, ile glutenu dziennie wytrzymuje jelito osoby z celiakią. Najważniejsze z nich przeprowadził włoski zespół Carla Catassiego z udziałem Alessia Fasano i opublikował w American Journal of Clinical Nutrition w 2007 roku.
Konstrukcja była porządna: 49 dorosłych z celiakią potwierdzoną biopsją, od co najmniej dwóch lat na diecie bezglutenowej. Podwójnie zaślepiona randomizacja, kontrola placebo, wiele ośrodków. Uczestnicy przez 90 dni przyjmowali kapsułki zawierające 0, 10 albo 50 mg glutenu dziennie. Spożycie glutenu z normalnej diety pilnowano poniżej 5 mg, więc dawka z kapsułki była dodatkiem, nie całością. Mierzono stosunek wysokości kosmków do głębokości krypt w biopsji dwunastnicy — twardy, histologiczny wskaźnik, nie samopoczucie.
| Dawka dzienna | Zmiana stanu błony śluzowej | Osób w grupie |
|---|---|---|
| 0 mg (placebo) | +9% — poprawa | 13 |
| 10 mg | −1% — średnio bez zmian | 13 |
| 50 mg | −20% — uszkodzenie | 13 |
Wniosek autorów brzmiał: spożycie zanieczyszczającego glutenu należy utrzymywać poniżej 50 mg na dobę. To zdanie trafiło do wszystkich wytycznych i pośrednio uzasadnia dzisiejsze 20 mg/kg.
Tylko że w tym badaniu jest jeszcze jedna liczba, której praktycznie nikt nie cytuje. W grupie 10 mg średnia zmiana wyniosła −1%, ale przedział ufności rozciągał się od −18% do +68%. Mówiąc wprost: reakcje były skrajnie różne. Siedem z trzynastu osób miało pogorszenie stanu błony śluzowej. Jedna doznała klinicznego nawrotu choroby.
Moim zdaniem to najważniejsze zdanie w całej literaturze o progach glutenu, a przepada w podsumowaniach. 10 mg dziennie nie jest dawką bezpieczną. Jest dawką, przy której populacyjnie nie widać efektu — a indywidualnie u ponad połowy badanych widać. Późniejszy przegląd systematyczny Akobenga i Thomasa z 2008 roku ustawił granicę ostrożności właśnie poniżej 10 mg na dobę.
Policz to na swoim własnym obiedzie
Teraz arytmetyka, bo dopiero ona robi z tego coś użytecznego. 20 ppm oznacza 20 mg glutenu w kilogramie produktu.
| Co zjadasz | Gluten, przy dokładnie 20 ppm |
|---|---|
| Jedna porcja gotowego dania, 270 g | 5,4 mg |
| Dwie porcje dziennie | 10,8 mg — dawka z badania Catassiego |
| Ile trzeba, żeby dojść do 50 mg | 2,5 kg produktu |
Zwróć uwagę na drugi wiersz. Dwie porcje. Nie dziesięć, nie kilogram chleba — dwa obiady z produktów leżących na granicy normy i jesteś przy dawce, przy której siedem z trzynastu osób miało pogorszenie histologiczne.
A dieta bezglutenowa to przecież nie dwa produkty. To pieczywo na śniadanie, makaron na obiad, batonik w plecaku, mąka w naleśnikach. Każde z własnym wynikiem, o którym nic nie wiesz.
Zanim się przestraszysz: w praktyce większość certyfikowanych produktów leży znacznie poniżej progu, często pod 5 mg/kg, a niemała część poniżej granicy wykrywalności metody. Dlatego dieta bezglutenowa u przeważającej większości osób z celiakią po prostu działa i błona śluzowa się regeneruje. Problem nie polega na tym, że produkty są złe. Polega na tym, że etykieta nie pozwala Ci odróżnić produktu na poziomie 2 mg/kg od produktu na poziomie 19, choć różnica między nimi jest dziesięciokrotna.
Reszta świata już to zauważyła. Argentyna stosuje próg 10 ppm. Australia, Nowa Zelandia i Chile — 3 ppm, czyli praktycznie granicę wykrywalności. Unia trzyma 20 i na razie nie zmienia.
„Może zawierać śladowe ilości glutenu” — co to zdanie naprawdę znaczy
Wracam do etykiety, od której zacząłem. Dwa zdania obok siebie, sprzeczne dla każdego normalnego czytelnika.
Otóż nie są sprzeczne, bo odpowiadają na dwa różne pytania.
- „Bezglutenowy” odpowiada na pytanie: ile glutenu jest w tym produkcie? To wynik badania wyrobu, obwarowany prawem, poparty certyfikatem i systemem kontroli producenta.
- „Może zawierać śladowe ilości” odpowiada na pytanie: czy w tym zakładzie w ogóle jest gluten? To dobrowolne ostrzeżenie o możliwym kontakcie krzyżowym. Dotyczy fabryki i łańcucha dostaw, nie zawartości Twojego opakowania.
Drugie zdanie nie unieważnia pierwszego. Gdyby unieważniało, pierwszego nie wolno by było napisać — bo „bezglutenowy” można umieścić wyłącznie po zbadaniu produktu i uzyskaniu wyniku w normie.
Skąd bierze się to ostrzeżenie i dlaczego trafia zawsze na te same produkty? W moim przypadku dotyczy wyłącznie dań z komosą ryżową (quinoa). Dwa inne dania z tej samej linii — kurczak z fasolą borlotti i kurczak curry z ciecierzycą — nie mają go w ogóle. Powód nie leży w przepisie, leży w rolnictwie: komosa, owies i gryka są niemal zawsze suszone, pakowane i przewożone w obiektach, które obsługują też pszenicę. Producent ostrzega o ryzyku, którego nie kontroluje na swojej linii produkcyjnej, bo powstaje ono wcześniej.

Jest to więc informacja o ryzyku, a nie wynik pomiaru. I dokładnie dlatego jest bezużyteczna bez liczby obok.
Gdzie ta wiedza się kończy — mówię wprost
Nie napiszę Ci, że 20 ppm jest bezpieczne dla wszystkich, bo to nieprawda.
W literaturze opisano pacjentkę, u której 1 mg glutenu dziennie uniemożliwiał regenerację błony śluzowej. Istnieje grupa osób nadwrażliwych, reagujących poniżej obowiązującego progu. Nie wiemy, jak duża jest, i nie ma prostego testu, który powie Ci, czy do niej należysz.
Stąd uczciwy trade-off, który każdy musi rozstrzygnąć sam. Jeśli jesteś na diecie bezglutenowej, czujesz się dobrze i badania kontrolne wychodzą prawidłowo — obecny system działa u Ciebie i nie ma powodu niczego zmieniać. Jeśli natomiast trzymasz dietę rygorystycznie, jesz wyłącznie produkty certyfikowane, a mimo to masz objawy albo utrzymane przeciwciała — możliwe, że problem nie leży w jednym produkcie, tylko w sumie dobowej ekspozycji z wielu. Wtedy konkretne wartości mg/kg przestają być ciekawostką i stają się narzędziem.
To jednak rozmowa do gabinetu, nie do bloga. Ja mogę Ci dać liczby. Interpretacja Twojego przypadku należy do lekarza prowadzącego i dietetyka klinicznego.
Trzy pytania, które od dziś zadawaj producentom
Cała ta wiedza jest bezwartościowa, jeśli nic z nią nie zrobisz. Więc konkretnie — o co pytać, pisząc do producenta albo sklepu:
- „Jaka jest zmierzona zawartość glutenu w mg/kg?” Nie „czy produkt jest bezglutenowy” — to wiesz z etykiety. Odpowiedź „poniżej limitu” odrzuć i powtórz pytanie. Poniżej limitu to zakres od 0 do 20, a te dwie skrajności to zupełnie inna dieta.
- „Jaką metodą i w jakim laboratorium?” Standardem jest R5 ELISA. Producent, który zna odpowiedź w pół minuty, ma system kontroli. Producent, który jej szuka tydzień, ma certyfikat i nic więcej.
- „Czy wynik jest oznaczany dla każdej partii?” Certyfikat sprzed dwóch lat mówi o zakładzie. Wynik z partii mówi o opakowaniu, które trzymasz w ręce. To nie to samo i ta różnica jest cała.
Uprzedzę pytanie: tak, dużym producentom takie maile bywają obojętne. Ale jeśli te same trzy pytania trafią do nich od dwustu osób w ciągu miesiąca, przestaną być obojętne. Tak się w tej branży zmienia standard — nie postulatami, a powtarzalnym pytaniem, na które trzeba odpisać.
Co ja z tym robię — i czego jeszcze nie wiem
Nie chcę kończyć poradą dla Ciebie i milczeniem o sobie, więc mówię otwarcie, na jakim jestem etapie.
Wysłałem swojemu włoskiemu producentowi dokładnie te trzy pytania w wersji rozszerzonej: wyniki oznaczeń w mg/kg dla każdego indeksu, metoda i laboratorium, dokumentacja dostawcy komosy, zakres certyfikatu i zobowiązanie do podawania wyniku glutenu w świadectwie analizy każdej dostawy. Poprosiłem też o pisemne stanowisko, czy produkty są odpowiednie dla osób z celiakią.
Odpowiedzi wciąż nie mam. I mówiąc szczerze — nie zakładam, że duży producent odpisze szybko, jeśli w ogóle. Stałem więc przed wyborem: trzymać dania z komosą w magazynie w nieskończoność, czy wystawić je do sprzedaży z pełną, uczciwą informacją — taką, jaką sam chciałbym dostać przed zakupem. Wybrałem to drugie.
Od dziś Quinoa z kurczakiem i groszkiem oraz Quinoa z dynią i soczewicą są dostępne w sklepie. Przy każdej znajdziesz dokładnie to, co przeczytałeś w tym artykule: oznaczenie bezglutenowe (poniżej 20 mg/kg), wyjaśnienie, skąd bierze się ostrzeżenie o śladach, i jasne wskazanie alternatywy. W naszej rodzinie z celiakią sami jemy te dania — ale rozumiem, że każdy ma swój próg ostrożności, i dlatego decyzję zostawiam Tobie. Z kompletem informacji zamiast marketingu.
Dwa dania z tej samej linii bez ostrzeżenia o śladach — Kurczak z fasolą borlotti (32 g białka w 270 kcal) i Kurczak curry z ciecierzycą (35 g białka) — znajdziesz w kategorii Zero Picco — bez dodatku cukru.
Jeśli producent kiedykolwiek przyśle wyniki oznaczeń, opublikuję je przy każdym produkcie: wartość, metoda, laboratorium, data i numer partii — także wtedy, gdy będą niewygodne. A jeśli nie przyśle, o tym też się dowiesz z tej strony, nie z grupy na Facebooku. Nie robię tego z uprzejmości. Robię to, bo sam mam celiakię i sam chciałbym mieć tę liczbę, zanim coś kupię. A skoro nikt w Polsce jej nie podaje, to trzeba gdzieś zacząć.
A jeśli masz doświadczenie, które tu pasuje — trzymasz dietę bez zarzutu i mimo to coś nie działa — napisz do mnie. Zbieram te historie, bo w rozmowach z producentami są mocniejszym argumentem niż każde rozporządzenie.
Ten artykuł ma charakter edukacyjny i nie jest poradą medyczną. Osoby z celiakią powinny wybierać produkty z certyfikatem bezglutenowym (przekreślony kłos lub oznaczenie „bezglutenowy”), a decyzje dotyczące diety konsultować z lekarzem prowadzącym lub dietetykiem klinicznym.
Źródła: Rozporządzenie wykonawcze Komisji (UE) nr 828/2014. Catassi C. i wsp., „A prospective, double-blind, placebo-controlled trial to establish a safe gluten threshold for patients with celiac disease”, American Journal of Clinical Nutrition 2007;85(1):160–166. Akobeng A.K., Thomas A.G., „Systematic review: tolerable amount of gluten for people with coeliac disease”, Alimentary Pharmacology & Therapeutics 2008.

